Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biały. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 września 2013

Totoro

Tym razem edycja prezentowa. Znowu japońsko. Bo kto nie lubi Totoro :)


Opakowanie na czekoladki by my Sis. Wcześniejszy projekt mikołajkowy (here).


środa, 5 września 2012

kejpopism :P


   Fakt, że farby nie sympatyzują się z nowymi, niewypranymi rzeczami, gdzieś mi umknął w tym przypadku. W pewnym momencie zrozumiałam, że niektóre miejsca będę musiała poprawić, bo farba zdecydowanie nie chce się wchłaniać. Nic to jednak już dziś przedstawiam dotychczasowy efekt mojej pracy. Koszulka już też znana. I kolejna próba zmierzenia się z postacią człowieczą. Tym razem T.O.P., sprawdziłam nawet prawdziwe imię, jeśli ciocia Wiki nie kłamie to wygląda tak jak przedstawia to trzecie zdjęcie. Ale to ciocia Wiki. Z nią nigdy nie wiadomo.


***
A jeśli sił starczy. Coming soon:







poniedziałek, 23 lipca 2012

gd&top top

Generalnie biorąc pędzel do ręki nie myślałam, że coś z tego wyjdzie. Miałam zamiar nabazgrać co nieco na fragmencie koszulki do wyrzucenia i ewentualnie wyciąć. Takie nastawienie było spowodowane faktem, że totalnie nie potrafię oddawać podobieństwa ludzi, więc jak słyszę słowo portret wzdrygam się mimowolnie. Ale jak już zaczęłam to musiałam skończyć. I pomyślałam, że może fragmentu nie warto wycinać tylko koszulkę przerobić na odpowiedni fason. Całą sprawę komplikował fakt, że gd&top widnieli w chwili obecnej na plecach koszulki, ponieważ z przodu posiadała nadruk. Cały cyrk polegał na tym by tył koszulki stał się przodem, następnie należało wyeliminować nadruk. Nożyczki poszły w ruch. Nie powiem, by dzieło należało do wiekopomnych, ale tyle namachałam się tymi nożyczkami, (i nawet jeśli zaliczam koszulkę do kategorii: total fail, to szuflada służy swoistej archiwizacji nawet takich tworów) że pomyślałam co mi tam. I oto jest gd&top. 


Zamieściła bym nawet teledysk do High High, bowiem przerysowywałam ich z sesji promującej właśnie ten teledysk, ale na chwilę obecną ma on status prywatny, co znaczy, że po roku komuś on zdecydowanie podpadł i został zawieszony. Jak macie ochotę sprawdźcie na YT, nie lubię szemranych wersji. :P



sobota, 17 marca 2012

G Dragon t-shirt

Młahaha... demoniczny chichot. Czyli dalej na odleeeeegłym wschodzie.
Tym razem natchnienie ze świata muzyki i G Dragon.


Jestem świadoma, że zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia. 
Inspiracja tutaj



wtorek, 6 grudnia 2011

mikołajkowe hatifnaty

  Podejmując obowiązek mikołajkowego skrzata miałam dziś pełne ręce pracy. A postawiono przede mną nie lada zadanie. Po raz pierwszy bowiem dostałam ściśle określony projekt do wykonania, autorstwa Panny Cz. 
Oto on:
[best project ever!]

Nawiasem mówiąc koszulka z przeznaczeniem dla siostrzanej anglistki. I jak to zwykle bywa najłatwiejsze rzeczy najtrudniej przychodzą. Czyli ciężkie do sprostania proporcje Cota Simona. Odchudziłam go mimowolnie. Moje własne zaciskanie pasa, odbiło się na twórczym efekcie.

I zrealizowany pomysł świątecznych hatifnatów. Rękodzieło tym razem Panny Cz.
Czyli szaleństwo w naszej Dolinie Muzealników. Światełka, koreańska wersja Last Christmas (za którą to nutą nigdy nie przepadałam, ale mimo wszystko... no cóż trzeba trzymać fason:P) i ogólno-galaktyczna rozróba. 

I na koniec mój prezent dla Was.
^^





piątek, 2 grudnia 2011

sound of a little lemur

Dzisiejsze wstanie, jeszcze przed świtem, odbija się mocno na szybkości kojarzenia przez mój umysł napływających faktów, a siła grawitacji szczególnie gwałtownie oddziałuje na powieki, które jakby pod wpływem hipnozy stają się jakieś... takie ciężkie... i powoli opadają....

Moją skomplikowaną sytuacje potęguje fakt, że przyklejając zapięcia do broszek pokleiłam się cała (czy można było oczekiwać czegoś innego...?).
Zatem siedzę. Ziewająca. Poklejona.

I coś czego zapewne nikt się nie spodziewał, bo ileż można, czyli lemur.
Na tym kończę. Miłego wieczoru Wszystkim.



wtorek, 1 listopada 2011

lemur, czarownica i pewne nowe trzewiki

Pewnego pięknego październikowego przedpołudnia. Gdy Fargorn za oknem był jeszcze całkiem zielony, a Kwadratowa budziła się do życia. Na samotną górę, za którą kończył się świat, wturlało się pewne Malinowe dziewczę z parą trzewików, zdążając ku chacie zdziecinniałej, lemurowej czarownicy, by ta swym łysiejącym magicznym pędzlem odmieniła ich oblicze. I tak też się stało...


Rejestracja postępów w pracy dzięki Madzi:* 
Po raz pierwszy czułam ową presję i uczucie rozbieganych oczy śmigających wartko za śladami pędzla.


Kwadratowe klimaty. W północnym pokoju orchidea  patrzy różowo.
Raz, raz, generalna próba pomponikowej opaski z indyjskiego.

***






środa, 27 lipca 2011

transformers

Przy takiej pogodzie jedynie co można robić to zaszyć się gdzieś pod kocem, trzymając kubek gorącej kawy w dłoniach, oczyma pokonując kolejne stronice powieści...  Można też zabrać farbki, wodę, porozrzucane pędzelki i zabrać się za demolkę kolejnej koszulki, tudzież butów. 

Tak, Transformers. Bo mimo wszystko lubię tych kosmitów :] 
...



...


czwartek, 9 czerwca 2011

kawaii cat

Napiszę posta! A co! Już od jakiegoś czasu otwarta strona z reformami Kołłątaja dość gorliwie uprasza się bym czym prędzej do niej sięgnęła. Jak łatwo się domyślić walczę wytrwale. Niestety prędzej czy później ulegnę, bo ambitnie postanowiłam zdobyć dobrą ocenę. Ciężkie jest życie studenta. Wracam, więc myślami do czasu, gdy mogłam sobie bez straszliwszych konsekwencji bazgrać po torebkach i nie myśleć o przemęczeniu umysłu. Ten czas się jednak zakończył. Mądre książki mnie terroryzują. Po nocach śnią się stiuki. A putta gonią mnie, w krótkich rączkach ściskając kurczowo topory. Tak barok... to odległa przyszłość wtorkowego poranka. To dopiero będzie krwawa jatka. 



I... Jonsi.
Pewnie był już wiele razy.
Nieustannie napawa mnie optymizmem.
I przypomina bardzo dobry czas. 



sobota, 2 kwietnia 2011

Toothless

Sobota pędzi w zastraszający tempie. Obietnica zrobienia czegoś konkretnego ciągle pozostaje w zawieszeniu. Jak już wspominałam robię wszystko tylko nie to co sobie założyłam. 
I tak powstała szczerbata koszulka, łódkowe buty i pewnie gdybym miała jakieś zbędne ubraniowe podłoże powstało by coś jeszcze. Ciągle poszukuje szarej bluzy i jak na złość danego fasonu znaleźć nie mogę. A znajduję bardzo wiele nieodpowiednich. 
...


I kotowy materiał. Oj dużo poszewek poduszkowych powstanie.

...

Sistra mi dziś puściła. 
I tak sobie słucham.
I oglądam miasto, które tak bardzo chcę zobaczyć.


wtorek, 8 lutego 2011

japońsko-kocie opowieści

Staram się jak najlepiej wykorzystać tą niezbyt długą cząstkę wolnego czasu jaka przysługuje mi po wytężonym trybie sesyjnym. Nadrabiam koszulkowe zaległości. Zmagam się z wilczą torbą dla Dagi. Generalnie staram się nie umrzeć twórczo. Oczywiście przywiozłam sobie do poczytania książki, te pożyteczne, do pracy proseminaryjnej, które dalej leżą na dnie torby i jakoś nie mam natchnienia by je stamtąd wydobyć a co dopiero czytać. 
W zamian za to pochłaniam z niemalże świetlną prędkością kolejne odcinki Hanazakari no Kimitachi e, czy ja to w ogóle dobrze piszę...? Mniejsza z tym. Wpadłam. A miałam tylko zobaczyć fragment odcinka Hana Yori Dango. Z miejsca obejrzałam trzy. Dramy japońskie to straszliwe cholerstwo. I tak między jedną koszulką a torbą daję się porwać tej niezwykle osobliwej japońskiej rzeczywistości. Ehhh.... A myślałam, że mam silną wolę.
...
I po raz kolejny Simon's Cat. Obiecuje, że następnym razem będzie co innego. Nie kociego. 


Jeszcze koczyki, które zrobiłam dla Ann. Niestety nie cierpię robić zdjęć kolczykom zawsze wychodzi jakoś rozmycie i pokracznie. 
...
No to na koniec też japońsko. 

niedziela, 30 stycznia 2011

pudło tram pam pam

Coś dawno mnie tu nie było.
Ale nie martwcie się nie było to spowodowane ani uprowadzeniem przez obcą cywilizację, ani długoterminową wycieczką do Mordoru a już zupełnie nie było to powodem czarnych machinacji Baby Jagi. Właściwie ze mną to jest nieraz tak, że nic wyjść mi nie chce. Wena wybywa i basta. Ale w związku z tym, że mam niezliczoną ilość rzeczy na głowie i nie wiem zupełnie za, którą się zabrać postanowiłam zabrać się za coś zupełnie niezwiązanego z tematem, czyli napisać tutaj. Zwykle jak długo nic nie piszę to wylewam z siebie potok bełgocącego bezsensu. Powiem więc może tylko tyle, oto pudło na skarby wszelkiej maści i rodzaju. Do zrobienia go nie posłużyła mi żadna żywa książka, ale jakieś martwe jej resztki. 
A ja po raz kolejny spróbuję zabrać się za łacinę. Albo historię sztuki.



Zwykle intonuję w tym miejscu jakąś wzniosłą pieśń.
Polecę Wam więc to. Nie mogę przestać tego słuchać.

środa, 24 listopada 2010

kotowate


Mam lekkie zmęczenie materiału. I to zarówno twórczego jak i umysłowego. 
Siedzę zupełnie już zebrana, by przekroczyć framugi drzwi i wyjść naprzeciw rzeczywistości, gdy dopada mnie wiadomość, że czegoś nie ma i nie muszę się wcale tak bardzo spieszyć. Rozpatruję wypicie kawy, zupełnie jestem zadowolona z tego faktu. Snuję perspektywy kolejnego odc Przyjaciół, a następne trzy zajęcia, które mi w dniu dzisiejszym pozostają, wydają się nieco szaro-burą koniecznością odbitą od tego co za oknem. Potem czeka mnie jeszcze kozaczenie z kozakami, zaiste poniedziałkowy referat zrobić trzeba.
...
Z braku laku znów zabrałam się za zaciapywanie koszulek, a że corne coty uwielbiam straszliwie, to nic dziwnego, że właśnie tą potulną bestię wybrałam

środa, 8 września 2010

Elficko

Ostatnio poczułam pasję tworzenia i codziennie mam inne zwariowane pomysły. Zabrałam się już za buty, stare torebki, wyciągnęłam kartony, które stały od dawna w kącie i zaczęłam po nich bazgrać. Obejrzałam filmową wersję Mulan i tak mnie zainspirowała, że dwa duże kartony, o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem, poświęcę właśnie tej postaci. 
Jak na razie pierwsza odsłona torebkowych wariacji. Elficko jak  widać. Ostatnio skończyłam czytać Brisingr, może to dlatego, byłam strasznie do tyłu z fantastyką a teraz z dużym impetem wracam między znajome postacie. 



Nie przestaje chodzić mi po głowie ta piosenka. Słucham jej nieustannie: 

czwartek, 26 sierpnia 2010

bo lubię coty

Biorąc pod uwagę moją lubość do gatunku kotowatych, w szczególnie do cota Szymona postanowiłam odzwierciedlić go na jednej z moich koszulek. To była moja pierwsza zabazgrana koszulka, ale gdzieś się zawieruszyła i właśnie ją znalazłam.


czwartek, 12 sierpnia 2010

broszka

Była sobie kiedyś serwetka... ale nudziło mi się na tyle by zmienić nieco jej postać.