Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różowy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 stycznia 2014

Zieleń i róż



Zapadam w sen twórczy. Zapewne jakoś do czerwca niewiele będę miała czasu na wszelkie fajne rzeczy, jak kolaże, kolczyki i koszulki. Praca magisterska czeka. A właściwie leży i kwiczy. Night, night.

BASTILLE // Sleepsong


wtorek, 20 sierpnia 2013

sakura

   Ostatnio mam duże problemy z rysowaniem ludzi, jakoś pokracznie wychodzą. Nie mówiąc już o uzyskaniu jakiegokolwiek podobieństwa. Postanowiłam przerzucić się na architekturę. Sąd oka kontra proporcje... świat się zachwiał, ale nie przywiązałam do tego większej uwagi. Problem w tym, że japońska architektura to również otaczająca ją przyroda, a pejzaże to coś co staram się omijać szerokim łukiem, bo malowania listkowej drobnicy nie cierpię najbardziej. I cierpliwości mi brak (choć ci, którzy widzieli moje kolaże są innego zdania). W każdym razie pudłem wpakowałam się w dwie kulejące u mnie tematyki. Mój krytycyzm względem niego jest wielki, pocieszam się jednak, że w postawionym na regale pudle widoczny będzie tylko front i wieko, a te wyszły najlepiej.



Wczoraj dziubdziałam sakurę i nadrabiałam zaległości z zachodniej muzyki.


piątek, 1 czerwca 2012

kokeshi bag

  Kokeshi, czyli małe laleczki wystrugane z kawałka drewna rozpowszechniły się w Japonii w XIX wieku. Zaczęli je tworzyć, mieszkający w rejonie Tohoku, rzemieślnicy jako źródło dodatkowego dochodu. Wiadomo bowiem, bynajmniej nie od dziś, że jak są turyści to jest również zarobek. A turyści przybywali, bo teren słynął z gorących źródeł. Tak to z czasem drewniane laleczki zaczęły robić coraz większą karierę. Każdy twórca wypracowywał swój własny styl dekoracji. W przeszłości często malowane były w kolorach czerwieni, purpury i żółci, a obecnie w zupełnie różnych barwnych wariacjach. 
  Ich nieodparty urok sprawił, że i ja postanowiłam gdzieś je umieścić. Tym sposobem powstała owa torebka.
  Nieco więcej o lalkach można przeczytać tutaj: http://www.japoneczka.pl/2010/06/yumi-drewniana-lalka-czyli-kokeshi/ .


inspiracja tutaj




poniedziałek, 14 maja 2012

Fuji bag

  Przez ostatnie trzy tygodnie palce odprawiały istny taniec hula, pragnąc ochoczo zabrać się za jakąś bogu-ducha-winną koszulkę. Rozum jednak trzymał je w ryzach, przypominając, że licencjat sam się nie napisze, a czas ucieka. Skoro jednak nastał czas chwilowej niepewności i oczekiwania na powrót wypocin od promotora, desperacko odgrzebałam z zakamarków szafy starą, sfatygowaną torbę, niegdyś zakupioną, w którymś z lumpeksów.
   Potrzebowałam jednak chwili... może trochę dłuższej, by znaleźć jakąś inspirację. Bo jak dotąd względem owej torby, nie miałam żadnej. Prędko przypomniałam sobie jednak o obrazach Udo Kaller'a przedstawiających górę Fuji. Przeglądnęłam całą galerię i znalazłam swoją ofiarę. Dokonałam jednak pewnego ożywienia, malując górę na różowo. Ot tak, lemurowy akcent. Mam tylko nadzieję, że nie obraziłam tym samym uczuć jakiegokolwiek Japończyka. I nie zostanę zmuszona do wykonania seppuku... 
   Jednak nim to nastąpi zrobię laleczkę voodoo wyglądającą niczym mój aparat, wyciągnę kawałek  nici z paska i pokażę mu, co myślę o robieniu nim zdjęć.

A tak na poważnie... kłamałam, że zrobiłam to dla własnego widzi-mi-się. Tak na prawdę zrobiłam to dla zapinki, żeby było jej raźniej. I by czuła się jakoś tak... bardziej swojsko na obczyźnie...


niedziela, 12 lutego 2012

pink + grey = cute

Słoneczna niedziela. Kawa. Pratchett. Czyli odstresowująca kuracja w pełni. 
 A dla dopełnienia dziwności kolorowe stworki.
Filc, nitka, upolowane guziki z tajemnego przybornika mamy.


A żeby różu stało się zadość A Pink.
 Z jednej z najlepszych k-dram ever. Protect the boss.

Miłego popołudnia wszystkim Wam! :)

wtorek, 1 listopada 2011

lemur, czarownica i pewne nowe trzewiki

Pewnego pięknego październikowego przedpołudnia. Gdy Fargorn za oknem był jeszcze całkiem zielony, a Kwadratowa budziła się do życia. Na samotną górę, za którą kończył się świat, wturlało się pewne Malinowe dziewczę z parą trzewików, zdążając ku chacie zdziecinniałej, lemurowej czarownicy, by ta swym łysiejącym magicznym pędzlem odmieniła ich oblicze. I tak też się stało...


Rejestracja postępów w pracy dzięki Madzi:* 
Po raz pierwszy czułam ową presję i uczucie rozbieganych oczy śmigających wartko za śladami pędzla.


Kwadratowe klimaty. W północnym pokoju orchidea  patrzy różowo.
Raz, raz, generalna próba pomponikowej opaski z indyjskiego.

***






środa, 14 września 2011

Roszpunko, Roszpunko spuść tu swe włosy...

I pogoda zmieniła swe przyodzienie. I liści jakoś tak dużo na trawniku. Skoro już nawet teraz siedząc przy biurku zapalam sobie lampkę, by nie oślepnąć do reszty znaczy to,  że jesień już przybywa. Włóczykij już spakował swoje manatki i wybył tam gdzie zwykle wybywa do nadejścia wiosny. Mnie ten przywilej niestety nie obowiązuje i jedyne co mogę zrobić to zaopatrzyć się w parę ciepłych butów i ogromny szal, którym będę mogła owinąć się cała. Uważana jestem bowiem za zmarzlucha, choć czuję się odrobinę pokrzywdzona tym stwierdzeniem. Mniejsza z tym wykłócać się nie będę. Czasu i nerwów szkoda.
...
I szalone koszulki. Dla szalonej byłej sąsiadki. Miłośniczki fotografii i wielkiej fanki cytatu: "Boże, Boże jak ja się stoczyłam..." z Zaplątanych:) 

...
I widok ostatniego pogodnego zachodu. 

...
I Mika. Taki kolorowy, taneczny i pozytywny.
Na dobry dzień i popołudnie. 




sobota, 13 sierpnia 2011

pawio

...
A psik... psik... obecny stan rzeczy i fakt, że mój nos w zastraszającym tempie zaczyna przybierać cechy Niagary, powodują u mnie uczucia, które trudno jest raczej skojarzyć z zadowoleniem. Nie wspominając już radości wypoczynku. Ciągłe kręcenie w nosie nie daje spokoju, jakby rzeczywistość specjalnie merdała przed nim pierzem. Wyrażam ciche liberum veto, bo wiem, że buntownicza natura raczej przeziębienia nie wystraszy. Zaszywam się z kubkiem gorącej herbaty pod kocem, załączam kosmiczną maszynę losującą wyciągając jedną z nagromadzonych książek "do przeczytania" i wmawiam sobie, że to nie październik.

Zdarzy się też tak czasem, że ktoś podrzuci buty, albo uda mi się wygrzebać z szafy coś czego wcześniej nie zauważyłam pod puchem narnijskiego śniegu, a co prosi się o nowe oblicze. Zabieram wtedy owego nieboraka ze sobą i nie ma, że boli. 


...

Absolutnie urzeczona...

czwartek, 7 października 2010

Pegaz


Już trochę czasu upłynęło od mojego ostatniego wpisu. Szczerze powiedziawszy początek roku akademickiego, pakowanie się i przeprowadzki pochłonęły mnie nieco i nie pozostawiły zbyt wiele czasu wolnego.

W dodatku muszę tu wspomnieć o nie dającej o sobie zapomnieć spec komórce remontowej działającej za ścianą naszej kuchni. Nie dość, że przez blisko cztery dni marzyłam z niecierpliwością, by w końcu pójść na jakieś zajęcia, ponieważ ta cała kakofonia dźwięków była nie do zniesienia, to panowie byli tak skrupulatni w kuciu ścian, że w dwóch miejscach przebili ją na wylot z okrzykiem: "Panowie jesteśmy u sąsiada". Gdy następnego dnia skończyli pracę w naszej kuchni garnki trzeba było spod pyłu i gruzu odkopywać jak na wykopaliskach archeologicznych. Wieczorem gdy dwie współlokatorki poszły się zapytać, czy raczą ową dziurę w jakiś sposób załatać pan odpowiedział: "To ta dziura dalej jest? Przecież tam kogoś miał przyjść rano to załatać." Rano nikt tego nie załatał. Nasza kuchnia wyglądała jak miejsce robót odkrywkowych. A my tańczymy z radości. 
...
Dziś natomiast próbując zabić czas zajrzałam, tak tylko na momencik, do pasmanterii i znów mój portfel stał się szczuplejszy. 
Pierdoły koraliczne powinny być poza zasięgiem mego wzroku, bo jak tak dalej pójdzie to jedzenie będzie poza zasięgiem mojego portfela.
...
A to torebka z pegazem. Wspominam o tym tylko dlatego, że nie wszyscy wiedzą, iż to dziwne stworzenie właśnie pegazem jest.
...
Zakochałam się w tej piosence od kiedy pierwszy raz ją usłyszałam. A było to daaawno temu.

sobota, 18 września 2010

w warsztacie taty

Inspirację można czerpać zewsząd. Nawet w ciemnej, zakurzonej piwnicy, do której małe dzieci nie zapuszczają się obawiając się wszelakiego czorta mogącego czaić się za piecem centralnym. Zauważam odblask oczu kota siedzącego pod heblarką ze znudzoną miną, bez większego zainteresowania śledzący osobę, która śmiała przerwać mu błogi sen o tłustych myszach i krainach mlekiem płynących. Skradam się między drobinkami kurzu, w których tańczą zagubione promienie słońca. Mijam prędko rysunek schodowego stopnia wykonany na ścianie z wszelkimi istotnymi wymiarami. Otwieram ciężką metalową szufladę i biorę co mi trzeba póki nikt nie widzi. 
...

A nakrętki nie muszą być jedynie niewidocznymi elementami krzeseł, uniemożliwiającymi jego rozpad, gdy ciężki człowieczy zad na nim spocznie. 



PS. Wykonanie tych zdjęć zjadło mi więcej nerwów, niż zwykle czyni to mechaty nerwojad. Wątpliwej jakości moim zdaniem są i średnio oddają charakter wisiorów. 

...
Odmieniona Brodka ze swoją Grandą zdecydowanie przypadła mi do gustu. http://www.myspace.com/monikabrodka

"Walczą we mnie lwy, walczy zgraja psów, 
moje myśli dziś jak po linie chód. 
Widzę słońca dwa, 
jak rozpoznać mam, 
gdzie prawdziwy, 
gdzie odbity blask."
KO


niedziela, 12 września 2010

Prawie jak Hermes

Ostatnio dni lecą nad wyraz szalenie. Albo pracuję nad nieszczęsnymi kolażami wymagającymi nie lada cierpliwości i chęci, albo co nóż jakieś sprawy organizacyjne, wszelakiego rodzaju i maści, wyciągają mnie z mojej wypełnionej ścinkami po brzegi norki w szeroki świat. Ponadto miałam ostatnio okazję jechać jednym busem ze wschodzącym kwiatem polskiej służby liturgicznej, czyli trzema podstawówkowymi ministrantami i co chwila do moich uszu dobiegały wyrażenia typu: "twój mózg jest martwą materią"- zastanawiam się zawsze skąd oni biorą takie odzywki. 






Kolejny rozdział radosnej twórczości. Kiedyś były zgniło-zielone i nieco zniszczone. Pięty więc uposażyłam w motyle, będę teraz biegać niczym Hermes. 



wtorek, 24 sierpnia 2010

Morfik

Już lekko sforsowaną koszulkę postanowiłam odnowić malując na niej jedną z moich ulubionych postaci z Planety skarbów, Morfika. Zresztą Ps należy do najczęściej przeze mnie oglądanych animacji Disney'a.