Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszulka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszulka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 września 2013

Totoro

Tym razem edycja prezentowa. Znowu japońsko. Bo kto nie lubi Totoro :)


Opakowanie na czekoladki by my Sis. Wcześniejszy projekt mikołajkowy (here).


sobota, 16 marca 2013

grumpy

Tym razem Panna Cz. powróciła z kolejnym kocim zleceniem. Poprzednie tyczyło się Kota Simona i Bonifacego (pamięta to ktoś jeszcze? :)). Generalnie kot ma wyrażać wszelaką gburowatość i swoisty chmurny tryb egzystencji. Tym razem nie otrzymałam niestety autorskiego projektu, a grafikę znalezioną w internecie. Szkoda.
Muszę przyznać, że mróz, nowe opady śniegu, ciapa na chodnikach powodują, że przybieram podobną minę, gdy trzeba przekroczyć próg próg mieszkania, które wtedy wydaje się nad wyraz przyjazne.
Umieściłam zdjęcia z telefonu i aparatu, dlatego kolorystycznie są tak fiksowanie. A beż tej koszulki można umiejscowić gdzieś pomiędzy dwoma wariantami.





środa, 5 września 2012

kejpopism :P


   Fakt, że farby nie sympatyzują się z nowymi, niewypranymi rzeczami, gdzieś mi umknął w tym przypadku. W pewnym momencie zrozumiałam, że niektóre miejsca będę musiała poprawić, bo farba zdecydowanie nie chce się wchłaniać. Nic to jednak już dziś przedstawiam dotychczasowy efekt mojej pracy. Koszulka już też znana. I kolejna próba zmierzenia się z postacią człowieczą. Tym razem T.O.P., sprawdziłam nawet prawdziwe imię, jeśli ciocia Wiki nie kłamie to wygląda tak jak przedstawia to trzecie zdjęcie. Ale to ciocia Wiki. Z nią nigdy nie wiadomo.


***
A jeśli sił starczy. Coming soon:







sobota, 4 sierpnia 2012

wielka niedźwiedzica

Koszulka odwrotnie proporcjonalna do temperatur na zewnątrz. Kolejna przeróbka z pewnego ogromnego, jak na mnie, t-shirtu i tym sposobem właściwie została sukienką... Plus czarne galoty ozdobione ćwiekami.
Moja podłoga wybitnie pokazała jak zmienną jest xD Ale tak to właśnie wygląda jak się robi zdjęcia w różnych porach dnia.








poniedziałek, 23 lipca 2012

gd&top top

Generalnie biorąc pędzel do ręki nie myślałam, że coś z tego wyjdzie. Miałam zamiar nabazgrać co nieco na fragmencie koszulki do wyrzucenia i ewentualnie wyciąć. Takie nastawienie było spowodowane faktem, że totalnie nie potrafię oddawać podobieństwa ludzi, więc jak słyszę słowo portret wzdrygam się mimowolnie. Ale jak już zaczęłam to musiałam skończyć. I pomyślałam, że może fragmentu nie warto wycinać tylko koszulkę przerobić na odpowiedni fason. Całą sprawę komplikował fakt, że gd&top widnieli w chwili obecnej na plecach koszulki, ponieważ z przodu posiadała nadruk. Cały cyrk polegał na tym by tył koszulki stał się przodem, następnie należało wyeliminować nadruk. Nożyczki poszły w ruch. Nie powiem, by dzieło należało do wiekopomnych, ale tyle namachałam się tymi nożyczkami, (i nawet jeśli zaliczam koszulkę do kategorii: total fail, to szuflada służy swoistej archiwizacji nawet takich tworów) że pomyślałam co mi tam. I oto jest gd&top. 


Zamieściła bym nawet teledysk do High High, bowiem przerysowywałam ich z sesji promującej właśnie ten teledysk, ale na chwilę obecną ma on status prywatny, co znaczy, że po roku komuś on zdecydowanie podpadł i został zawieszony. Jak macie ochotę sprawdźcie na YT, nie lubię szemranych wersji. :P



sobota, 17 marca 2012

G Dragon t-shirt

Młahaha... demoniczny chichot. Czyli dalej na odleeeeegłym wschodzie.
Tym razem natchnienie ze świata muzyki i G Dragon.


Jestem świadoma, że zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia. 
Inspiracja tutaj



piątek, 3 lutego 2012

Brother Bear t-shirts

Wreszcie chwila wytchnienia. Co prawda muszę w najbliższym tygodniu napisać jeszcze rozdział mojego licencjatu, ale jakoś to mam nadzieje będzie. A potem kierunek dom. Tak wiele rzeczy do zrobienia w trakcie ferii. Już nie mogę się doczekać.
A dzisiaj znowu koszulki. Tym razem z wielką łapą Brata Niedźwiedzia. Trochę bardziej indiańsko. I trochę bliżej natury.
...
So I'm finally after my examination session. I've got some time to rest. I'll go home soon. I was all last month in Cracov so I look forward to coming back. 
And today I would like to show You two t-shirt I was made while ago. I hope You like it.

...

Tą zrobiłam kilka miesięcy temu dla mojej siostry. 
This t-shirt which I was made for my Sis, few months ago.
Sometimes it's really hard to make a pic which will be look somehow. 


:)

wtorek, 17 stycznia 2012

City Hunter t-shirt

Czyli...
Koreańska propaganda!!!

Zresztą więcej o tym pewnie kiedyś na lemurowym napiszę. Jednakże w telegraficznym skrócie. City Hunter należy do czołówki moich ulubionych dram. Historia w klimacie sensacyjnym, z Błękitnym Domem w tle, krwawą przeszłości, motywem zdrady i zemsty, szczyptą humoru i oczywiście nutą romansu. A wszystko to pośród ulic Seulu. Czy może być coś lepszego? :)

...
I plakat dla pewnej wizualizacji.

 

Minusy dramy... mogę powiedzieć, że najgorsze, co można było zrobić boskiemu Lee Yoon Sung to fryzura. Niestety... taka moda panuje obecnie w Korei, wszelkie żale i narzekania, są więc bezowocne. :P


...

City Hunter OST Part 3 - Sad Run

Bo następne tygodnie będą na prawdę smutnym biegiem. :)
P.S. Uwielbiam ten soundtrack.

wtorek, 6 grudnia 2011

mikołajkowe hatifnaty

  Podejmując obowiązek mikołajkowego skrzata miałam dziś pełne ręce pracy. A postawiono przede mną nie lada zadanie. Po raz pierwszy bowiem dostałam ściśle określony projekt do wykonania, autorstwa Panny Cz. 
Oto on:
[best project ever!]

Nawiasem mówiąc koszulka z przeznaczeniem dla siostrzanej anglistki. I jak to zwykle bywa najłatwiejsze rzeczy najtrudniej przychodzą. Czyli ciężkie do sprostania proporcje Cota Simona. Odchudziłam go mimowolnie. Moje własne zaciskanie pasa, odbiło się na twórczym efekcie.

I zrealizowany pomysł świątecznych hatifnatów. Rękodzieło tym razem Panny Cz.
Czyli szaleństwo w naszej Dolinie Muzealników. Światełka, koreańska wersja Last Christmas (za którą to nutą nigdy nie przepadałam, ale mimo wszystko... no cóż trzeba trzymać fason:P) i ogólno-galaktyczna rozróba. 

I na koniec mój prezent dla Was.
^^





środa, 14 września 2011

Roszpunko, Roszpunko spuść tu swe włosy...

I pogoda zmieniła swe przyodzienie. I liści jakoś tak dużo na trawniku. Skoro już nawet teraz siedząc przy biurku zapalam sobie lampkę, by nie oślepnąć do reszty znaczy to,  że jesień już przybywa. Włóczykij już spakował swoje manatki i wybył tam gdzie zwykle wybywa do nadejścia wiosny. Mnie ten przywilej niestety nie obowiązuje i jedyne co mogę zrobić to zaopatrzyć się w parę ciepłych butów i ogromny szal, którym będę mogła owinąć się cała. Uważana jestem bowiem za zmarzlucha, choć czuję się odrobinę pokrzywdzona tym stwierdzeniem. Mniejsza z tym wykłócać się nie będę. Czasu i nerwów szkoda.
...
I szalone koszulki. Dla szalonej byłej sąsiadki. Miłośniczki fotografii i wielkiej fanki cytatu: "Boże, Boże jak ja się stoczyłam..." z Zaplątanych:) 

...
I widok ostatniego pogodnego zachodu. 

...
I Mika. Taki kolorowy, taneczny i pozytywny.
Na dobry dzień i popołudnie. 




środa, 27 lipca 2011

transformers

Przy takiej pogodzie jedynie co można robić to zaszyć się gdzieś pod kocem, trzymając kubek gorącej kawy w dłoniach, oczyma pokonując kolejne stronice powieści...  Można też zabrać farbki, wodę, porozrzucane pędzelki i zabrać się za demolkę kolejnej koszulki, tudzież butów. 

Tak, Transformers. Bo mimo wszystko lubię tych kosmitów :] 
...



...


sobota, 2 kwietnia 2011

Toothless

Sobota pędzi w zastraszający tempie. Obietnica zrobienia czegoś konkretnego ciągle pozostaje w zawieszeniu. Jak już wspominałam robię wszystko tylko nie to co sobie założyłam. 
I tak powstała szczerbata koszulka, łódkowe buty i pewnie gdybym miała jakieś zbędne ubraniowe podłoże powstało by coś jeszcze. Ciągle poszukuje szarej bluzy i jak na złość danego fasonu znaleźć nie mogę. A znajduję bardzo wiele nieodpowiednich. 
...


I kotowy materiał. Oj dużo poszewek poduszkowych powstanie.

...

Sistra mi dziś puściła. 
I tak sobie słucham.
I oglądam miasto, które tak bardzo chcę zobaczyć.


czwartek, 17 lutego 2011

Ryczypisk

Korzystając z dnia wolnego od zajęć postanowiłam zapolować w bibliotece. Skradałam się, obserwowałam, podążałam za śladami. Znalazłam kilka potencjalnych ofiar. I wraz z tym co zdobyłam ogarnęło mnie przerażenie odnośnie pracy, którą muszę napisać. Zaczynam dostrzegać, że las wkoło mnie jest bardzo ciemny i niesprzyjający. Z tym  co mam muszę jakoś z tego wybrnąć i jakoś się wybronić. A na przyszłość pamiętać by zabierać się za nieco mniej szablo-zębne zwierzyny.
...
W dodatku dziś otworzyłam drzwi kolędnikowi! Takiemu teoretycznie prawdziwemu. Miał szopkę i nawet próbował śpiewać. Do teraz mam jakieś niejasne wrażenie, że nastąpiło jakieś niespodziewane zakrzywienie czasoprzestrzeni. I usilnie staram się sobie przypomnieć, czy aby przez przypadek zamiast do tramwaju nie wsiadłam do wehikułu dr Emmett'a Browna... Dziwy nie z tej ziemi.
...
Co do zwierzy. Najodważniejsza mysz światowej literatury: Ryczypisk w całej swej okazałości. Czasem marzę, że jestem choć w małej części tak odważna jak on. Tak honorowa jak on. Tak prostolinijna. 
I nie gaśnie we mnie nadzieja, że gdzieś tam ujrzę swoje własne morze lilii. 


Cudo, które ostatnio odkryłam. 


wtorek, 8 lutego 2011

japońsko-kocie opowieści

Staram się jak najlepiej wykorzystać tą niezbyt długą cząstkę wolnego czasu jaka przysługuje mi po wytężonym trybie sesyjnym. Nadrabiam koszulkowe zaległości. Zmagam się z wilczą torbą dla Dagi. Generalnie staram się nie umrzeć twórczo. Oczywiście przywiozłam sobie do poczytania książki, te pożyteczne, do pracy proseminaryjnej, które dalej leżą na dnie torby i jakoś nie mam natchnienia by je stamtąd wydobyć a co dopiero czytać. 
W zamian za to pochłaniam z niemalże świetlną prędkością kolejne odcinki Hanazakari no Kimitachi e, czy ja to w ogóle dobrze piszę...? Mniejsza z tym. Wpadłam. A miałam tylko zobaczyć fragment odcinka Hana Yori Dango. Z miejsca obejrzałam trzy. Dramy japońskie to straszliwe cholerstwo. I tak między jedną koszulką a torbą daję się porwać tej niezwykle osobliwej japońskiej rzeczywistości. Ehhh.... A myślałam, że mam silną wolę.
...
I po raz kolejny Simon's Cat. Obiecuje, że następnym razem będzie co innego. Nie kociego. 


Jeszcze koczyki, które zrobiłam dla Ann. Niestety nie cierpię robić zdjęć kolczykom zawsze wychodzi jakoś rozmycie i pokracznie. 
...
No to na koniec też japońsko. 

środa, 24 listopada 2010

kotowate


Mam lekkie zmęczenie materiału. I to zarówno twórczego jak i umysłowego. 
Siedzę zupełnie już zebrana, by przekroczyć framugi drzwi i wyjść naprzeciw rzeczywistości, gdy dopada mnie wiadomość, że czegoś nie ma i nie muszę się wcale tak bardzo spieszyć. Rozpatruję wypicie kawy, zupełnie jestem zadowolona z tego faktu. Snuję perspektywy kolejnego odc Przyjaciół, a następne trzy zajęcia, które mi w dniu dzisiejszym pozostają, wydają się nieco szaro-burą koniecznością odbitą od tego co za oknem. Potem czeka mnie jeszcze kozaczenie z kozakami, zaiste poniedziałkowy referat zrobić trzeba.
...
Z braku laku znów zabrałam się za zaciapywanie koszulek, a że corne coty uwielbiam straszliwie, to nic dziwnego, że właśnie tą potulną bestię wybrałam

niedziela, 5 września 2010

stitch

Dość zmęczona wydarzeniami już powoli przemijającego weekendu układam sobie w głowie wszystko to co się w ciągu tego czasu wydarzyło. Znalazłam w sobie zapał i siłę... choć "w sobie" jest tu raczej złym wyrażeniem. Faktem jest to, że czuję nową nadzieję, nową inspirację. A również i radość, którą chce się dzielić tworząc swoje małe dziwactwa.

Hallelujah.

Parę zdjęć z czasu kiedy bazgroliłam po tej biednej Bogu ducha winnej koszulce, uzewnętrzniając swoje pokrętne fantazje i meandry wyobraźni.

A to mój ulubieniec słodki i mechaty Stitch:)