środa, 8 września 2010

Elficko

Ostatnio poczułam pasję tworzenia i codziennie mam inne zwariowane pomysły. Zabrałam się już za buty, stare torebki, wyciągnęłam kartony, które stały od dawna w kącie i zaczęłam po nich bazgrać. Obejrzałam filmową wersję Mulan i tak mnie zainspirowała, że dwa duże kartony, o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem, poświęcę właśnie tej postaci. 
Jak na razie pierwsza odsłona torebkowych wariacji. Elficko jak  widać. Ostatnio skończyłam czytać Brisingr, może to dlatego, byłam strasznie do tyłu z fantastyką a teraz z dużym impetem wracam między znajome postacie. 



Nie przestaje chodzić mi po głowie ta piosenka. Słucham jej nieustannie: 

wtorek, 7 września 2010

First was...

Posprzątałam. A bałagan i tak znów przyszedł i się zrobił. Sterty papierów wkoło mnie są efektem kolejnego zwariowanego pomysłu, czyli autoportreto-kolażu. Jak na razie stoi biedaczyna i nie wie co z nią dalej będzie. Przy dobrych wiatrach może wyląduje na Digarcie. 

Ja natomiast chciałam przedstawić tego, od którego wszystko się zaczęło. Zarówno moja mała produkcja kolczyków jak i wiązanie mnie z lemurami. Proszę Państwa... oto Julian! Moje pierwsze kolczyki. Są nieco straszne, postać Juliana wycięłam z gazety więc po pokryciu kolczyków lakierem zaczęła prześwitywać. Totalny eksperyment. Biorąc jednak pod uwagę, że zarówno moja pasja jaki i przezwisko wzięły się od niego to musiał się tu pojawić. 

niedziela, 5 września 2010

stitch

Dość zmęczona wydarzeniami już powoli przemijającego weekendu układam sobie w głowie wszystko to co się w ciągu tego czasu wydarzyło. Znalazłam w sobie zapał i siłę... choć "w sobie" jest tu raczej złym wyrażeniem. Faktem jest to, że czuję nową nadzieję, nową inspirację. A również i radość, którą chce się dzielić tworząc swoje małe dziwactwa.

Hallelujah.

Parę zdjęć z czasu kiedy bazgroliłam po tej biednej Bogu ducha winnej koszulce, uzewnętrzniając swoje pokrętne fantazje i meandry wyobraźni.

A to mój ulubieniec słodki i mechaty Stitch:)

czwartek, 2 września 2010

Gabryś

Udało mi się wstać nie ociągając się zbytnio, a to w moim przypadku powód do dumy. A zarządziłam dziś generalne porządki, bo po wczorajszych harcach z igłą i nitką mój pokój wygląda jak pole bitwy, a więc Archanioł na drogę:)

środa, 1 września 2010

wspomnienie lata

Kolejne fale deszczu zalewają świat. Krople monotonnie uderzają o parapet. Trawnik zamienia się w jezioro. Chyba dość już mam tej szarości. Gdybym miała dziś rozpoczynać rok szkolny chyba by mnie trafiła cholera. Znając mnie stałabym pół godziny przed szafą z miną męczennika, doszłabym do wniosku, że w wypadku takiej katastrofy pogodowej nie mam co na siebie włożyć. W efekcie założyłabym coś przystosowanego do spartańskich warunków na chodnikach, minimalizując elegancję.
W takim przypadku dziś postanowiłam postawić na kolory, by przepędzić tę wszechobecną szarość.