poniedziałek, 12 września 2011

kici kici jacket

Kreska w lewo, kreska w prawo i pionowa... i kolejne kanji naumiane. Ostatnio znajduję coraz to bardziej kosmiczne pomysły na zajęcie sobie czasu. Jednak szybko pojawiający się  za oknem zmrok przypomina, że koniec beztroski coraz bliżej. Ale słońce jeszcze świeci. Pewnie niedługo. Poświęcam się więc temu co robić lubię, a na co później może zabraknąć minut w czasie doby. 


...


sobota, 3 września 2011

mozolny ślimak

Dziś po długiej medytacji tuż przed myślą, że przydałaby mi się kawa, a tuż po tej, w której po raz kolejny przeklinałam wszech-obezwładniającą niezdolność mojego aparatu, pomyślałam, że powinnam chyba zmienić się w szufladowego ślimaka. Mozolność jaką się ostatnimi czasy charakteryzuję jest wręcz beznadziejnie nieuleczalna. Począwszy od codziennego ociągania się z zabraniem się "do życia" jak nazywają to niektórzy, po nieumiejętność zbyt długiego skupienia wzroku na stronach książki. W walkach z krwiożerczymi komarkoszmarnymi bestiami mój refleks też nierzadko przegrywa. 
...
Ale coś tam robię. Obecnie pracuję nad filcem oraz niezmiennie koszulkami, o czym zapewne kiedy indziej. Po raz kolejny postanowiłam zmierzyć się z kolażem, ale trochę zabrakło mi chwilowo farby do wykończenia, wiec też musi poczekać. Jak na razie bez większego składu i ładu kilka wisiorów, bransoletek i takich tam innych. Każda z innej bajki. Powiedzmy, że taka była koncepcja. 


...

A na koniec nuta niezwykła. 



sobota, 13 sierpnia 2011

pawio

...
A psik... psik... obecny stan rzeczy i fakt, że mój nos w zastraszającym tempie zaczyna przybierać cechy Niagary, powodują u mnie uczucia, które trudno jest raczej skojarzyć z zadowoleniem. Nie wspominając już radości wypoczynku. Ciągłe kręcenie w nosie nie daje spokoju, jakby rzeczywistość specjalnie merdała przed nim pierzem. Wyrażam ciche liberum veto, bo wiem, że buntownicza natura raczej przeziębienia nie wystraszy. Zaszywam się z kubkiem gorącej herbaty pod kocem, załączam kosmiczną maszynę losującą wyciągając jedną z nagromadzonych książek "do przeczytania" i wmawiam sobie, że to nie październik.

Zdarzy się też tak czasem, że ktoś podrzuci buty, albo uda mi się wygrzebać z szafy coś czego wcześniej nie zauważyłam pod puchem narnijskiego śniegu, a co prosi się o nowe oblicze. Zabieram wtedy owego nieboraka ze sobą i nie ma, że boli. 


...

Absolutnie urzeczona...

środa, 27 lipca 2011

transformers

Przy takiej pogodzie jedynie co można robić to zaszyć się gdzieś pod kocem, trzymając kubek gorącej kawy w dłoniach, oczyma pokonując kolejne stronice powieści...  Można też zabrać farbki, wodę, porozrzucane pędzelki i zabrać się za demolkę kolejnej koszulki, tudzież butów. 

Tak, Transformers. Bo mimo wszystko lubię tych kosmitów :] 
...



...


czwartek, 21 lipca 2011

the last samurai

Ostatnio często przenoszę się w realia, gdzie zasady wyznacza płaszcz i szpada, czy może raczej katana. Albo zmechanizowane formy życia przybyłe z kosmosu. Wszystko jedno.  Walka i tak trwa. 

Zakończyłam kolejny rok, przebrnęłam przez praktyki i staram się zorganizować czas tak, by wykorzystać go jak najlepiej. Dlatego w końcu zabieram się za książki, które zgromadziłam w ciągu kilku ostatnich miesięcy, powzięłam szaleńcze postanowienia podszkolenie się w nauce języka, choć jak człowiek sam wyznacza sobie zasady nie jest zbyt łatwo. Mobilizacja jest rzeczą niezwykle ruchliwą i często zdarza jej się znikać niepostrzeżenie. Kidy więc nawałnica oderwie mnie od źródła nauk wszelakich zabieram się za koszulki i stają się one podłożem moich fanaberii.
A, że dopiero ostatnio Ostatniego samuraja oglądałam (mam niezwykłą zdolność do nieoglądania filmów, które już wszyscy widzieli, nie wiem czemu tak jest) to jak zwykle mnie zainspirował.