czwartek, 9 czerwca 2011

kawaii cat

Napiszę posta! A co! Już od jakiegoś czasu otwarta strona z reformami Kołłątaja dość gorliwie uprasza się bym czym prędzej do niej sięgnęła. Jak łatwo się domyślić walczę wytrwale. Niestety prędzej czy później ulegnę, bo ambitnie postanowiłam zdobyć dobrą ocenę. Ciężkie jest życie studenta. Wracam, więc myślami do czasu, gdy mogłam sobie bez straszliwszych konsekwencji bazgrać po torebkach i nie myśleć o przemęczeniu umysłu. Ten czas się jednak zakończył. Mądre książki mnie terroryzują. Po nocach śnią się stiuki. A putta gonią mnie, w krótkich rączkach ściskając kurczowo topory. Tak barok... to odległa przyszłość wtorkowego poranka. To dopiero będzie krwawa jatka. 



I... Jonsi.
Pewnie był już wiele razy.
Nieustannie napawa mnie optymizmem.
I przypomina bardzo dobry czas. 



piątek, 29 kwietnia 2011

Pocket Full of Sunshine

I na to w końcu przyszła pora. Miałam pisać referat więc zabrałam się za malowanie butów. To dla mnie takie typowe. W przeciągu ostatnich pięciu dni napisałam dwie linijki. Domowa aura nie pomaga mi w moich studenckich obowiązkach. 

Ale przecież tutaj mam wiele miejscowych zobowiązań, takich jak: pomaganie w wybraniu mega eleganckiej black-and-white kreacji Siostrze, wspieraniu jej w wytężonych przygotowaniach do egzaminu dojrzałości (gdyby on chociaż w marginalnym stopniu sprawdzał to co nosi w nazwie, ps. mimo wszystko niezwykle cieszę się, że mam dawno za sobą ten czas.), no i oczywiście drapanie za uszami kota (Zizu nie odpuści mi przecież jeśli nie okudli mnie od stóp do głów, jednocześnie zawsze stara  się zrealizować swój designerski projekt wyciągniętych nitek na wszystkich moich ubraniach).

Kończę słowolejstwo i zabieram się za trzecią linijkę fascynującej opowieści.
Bye. 

...


...
Nie minę się z prawdą, jeśli powiem, że u mnie niektóre weekendy mijają podobnie:
worst song ever :P

:)

sobota, 2 kwietnia 2011

Toothless

Sobota pędzi w zastraszający tempie. Obietnica zrobienia czegoś konkretnego ciągle pozostaje w zawieszeniu. Jak już wspominałam robię wszystko tylko nie to co sobie założyłam. 
I tak powstała szczerbata koszulka, łódkowe buty i pewnie gdybym miała jakieś zbędne ubraniowe podłoże powstało by coś jeszcze. Ciągle poszukuje szarej bluzy i jak na złość danego fasonu znaleźć nie mogę. A znajduję bardzo wiele nieodpowiednich. 
...


I kotowy materiał. Oj dużo poszewek poduszkowych powstanie.

...

Sistra mi dziś puściła. 
I tak sobie słucham.
I oglądam miasto, które tak bardzo chcę zobaczyć.


czwartek, 17 marca 2011

czerwono

Właśnie dotarła do mnie straszliwa i gorzka prawda. Ostatni post był równo miesiąc temu. Nie to żebym się leniła przez cały ten czas, z drugiej jednak strony nie można powiedzieć bym walczyła z jakimś karkołomnym zadaniem. Coś tam jednak robię. Niezmiennie skręcam kolczyki (choć ostatnio poczułam się niczym nieczuły tytan druzgocąc w dłoniach drewnianą ażurową konstrukcję- trauma nie do wyleczenia). Maluję koszulki (specjalne zamówienie na Szczerbatego stwora).  Bazgram w czasie rysunku. Generalnie nic się nie zmieniło. 



Co do rysunku. Inspirowałam się jakimś zdjęciem z deviantart'a, niestety znaleźć go ponownie nie mogę.
...
I na dobranoc.

Escaflowne Original Sound Track - Sora



czwartek, 17 lutego 2011

Ryczypisk

Korzystając z dnia wolnego od zajęć postanowiłam zapolować w bibliotece. Skradałam się, obserwowałam, podążałam za śladami. Znalazłam kilka potencjalnych ofiar. I wraz z tym co zdobyłam ogarnęło mnie przerażenie odnośnie pracy, którą muszę napisać. Zaczynam dostrzegać, że las wkoło mnie jest bardzo ciemny i niesprzyjający. Z tym  co mam muszę jakoś z tego wybrnąć i jakoś się wybronić. A na przyszłość pamiętać by zabierać się za nieco mniej szablo-zębne zwierzyny.
...
W dodatku dziś otworzyłam drzwi kolędnikowi! Takiemu teoretycznie prawdziwemu. Miał szopkę i nawet próbował śpiewać. Do teraz mam jakieś niejasne wrażenie, że nastąpiło jakieś niespodziewane zakrzywienie czasoprzestrzeni. I usilnie staram się sobie przypomnieć, czy aby przez przypadek zamiast do tramwaju nie wsiadłam do wehikułu dr Emmett'a Browna... Dziwy nie z tej ziemi.
...
Co do zwierzy. Najodważniejsza mysz światowej literatury: Ryczypisk w całej swej okazałości. Czasem marzę, że jestem choć w małej części tak odważna jak on. Tak honorowa jak on. Tak prostolinijna. 
I nie gaśnie we mnie nadzieja, że gdzieś tam ujrzę swoje własne morze lilii. 


Cudo, które ostatnio odkryłam.